Przyznaję, zafascynował mnie nowy film Mela Gibsona, ktorego zapowiedź widziałam w kinie. Opowiada o imperium Majów, które było niezwykle tajemnicze i gdzie panowały osobliwe zwyczaje.
Przypominam sobie, że świat Majów był rozlożony płasko na grzbiecie gigantycznego krokodyla. Miał cztery rogi, każdy w innym kolorze - wschód był czerwony, zachód czarny, północ biała, a południe żółte. Był też środek wszystkiego, czyli środek calego świata w kolorze zielonym, z ktorego wyrastało ogromne swięte drzewo ceiba.
Władca Majów uzyskiwał swoją królewską moc dzięki pewnemu krwawemu obrzędowi, ktory wymagał od niego odwagi i odporności na ból. Władca brał obsydianowy nóż i nacinał pewien swój bardzo delikatny organ, patrząc jak krew kapie na papier umieszczony w specjalnym naczyniu. Potem pod papier podkladano ogień i ludzka moc władcy wedrowała z dymem prosto do nieba, a on w zamian otrzymywał boską moc, która pozwala mu czynić rzeczy niezwykłe.
Podczas tej ceremonii pomagały mu też żony, które kaleczyły sobie języki, zbierając z nich krople krwi.
Tak wyglądają noże z obsydianu, czyli z twardego, błyszczacego szkliwa wulkanicznego, które slużyło dawniej ludziom do wyrobu broni i narzędzi:

Film Apocalypto Mela Gibsona bedzie można zobaczyć w polskich kinach pod koniec roku, ja już się nie mogę doczekać.
Opowiem też o innym filmie, ktory obejrzałam z emocjami, podsumujemy pierwszą edycję prestiżowych nagród Traveler 2006 przyznanych przez National Geographic, oczywiście jak zwykle zajrzymy do Afryki przed naszą wielką afrykańską wyprawą i zatrzymamy się na chwilę na Biegunie Południowym wraz z Roaldem Amundsenem:

Barszcz wigilijny na zakwasie