Spedziłam dwa tygodnie w zielonym raju, który bywa tez zielonym piekłem. To prawda, przerażająca czasem bywa swiadomośc bliskiej obecności jadowitych węży, pająków i skorpionów, rzeki pełne piranii i kajmanów, stada zlaknionych świeżej krwi moskitów...
Ale z drugiej strony nigdzie indziej na świecie tak pięknie nie śpiewają nocami żaby przy akompaniamencie glosów dżunglowych wróżek i cykad. Posluchajcie sami :)
Dzisiaj w programie oprócz amazońskich zab pojawią się też różowe delfiny, ktore mieszkają w rzekach, choć czasem, w dość tajemniczych i intrygujących okolicznościach wychodzą na ląd...
Oto prawie cała grupa Polaków, ktorych zabrałam ze sobą do dżungli. Jak widać, wszyscy wydają się szczęśliwi :)

Dwa różowe delfiny zrobione z najslynniejszego czerwonego drewna pau de brasil (od ktorego pochodzi nazwa kraju Brazylia) będą dzisiaj do wygrania w siłowni umysłowej.
Krakowskie drzewo wygladające jak skrzyżowanie tamaryndowca z akacją (pisałam o nim w Dzienniku w tym tygodniu) okazało się być glediczją trójcierniową, zwaną tez iglicznią trójcierniową:), oto i ono:

strąki glediczji; fot. Bill Cook, Michigan State University, www.forestryimages.org
Zobacz więcej informacji i fotografii glediczji
Wyprawa Tukasatambiba i Poradnik afrykański