onet.pl PATRONAT
Wpis do dziennika
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Wpisy do dziennika

Powrót
Baletnica w żelaznej sukience

b10   Piątek, 10 stycznia 2003r.

  Wczoraj jechałam na spotkanie w wydawnictwie i nagle poczułam się jak w filmie. Zbliżałam się do skrzyżowania, ja byłam na drodze podporządkowanej, z lewej strony nadjeżdżała ciężarówka. Oczywiście zwolniłam. Oczywiście nacisnęłam hamulec. I nic!!! Płynęłam dalej po jezdni jak baletnica w żelaznej sukience.

  Pomyślałam, że może noga mi spadła z pedału i naciskam na dywanik zamiast na hamulec. Ale nie. Naciskam więc jeszcze raz, wbijam pedał hamulca w podłogę samochodu, ale mój lot baletnicy po jezdni wcale się nie zatrzymuje, tylko fruuuuu, w ostatniej chwili skręcam koła i lekko uderzam w krawężnik. Na całe szczęście jechałam powoli, bo musiałam po drodze czytać tabliczki z nazwami ulic.

  Rety. To zabawnie wygląda w telewizji – jak ktoś jedzie po oblodzonej jezdni i koła kręcą się w miejscu albo samochód po prostu kręci się dookoła swojej osi z kompletnie bezradnym kierowcą w środku. Ale jak to przeżyłam na własnej skórze, widząc z lewej strony nadjeżdżające wielkie auto ciężarowe, to wcale mi nie było do śmiechu.


  W wydawnictwie dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy. Po pierwsze: „Księga dobrych życzeń”, do których zbierałam życzenia przez ostatnie miesiące zeszłego roku, wyjdzie z drukarni pod koniec stycznia i będzie do kupienia przed Walentynkami.


  Po drugie: rozpoczęliśmy prace nad książką kulinarną „Blondynka w kuchni”, która ma być gotowa w maju. Jeżeli ktoś ma swój ulubiony i sprawdzony, własny przepis na coś dobrego, to jeszcze przez kilka najbliższych dni może go do mnie przysłać (beata@radiozet.pl). Potem wszystkie przepisy oddam kucharzom – mistrzom świata – którzy każde danie przygotują i sfotografują. A potem będziemy mieli książkę.


  No a po trzecie: zrobiłam wczoraj ponad sto rysunków do trzeciej książki, która ma się ukazać w tym roku i to będzie książka o wyprawie nad Ukajali. Te pierwsze sto rysunków to zaledwie drobna cząstka tego, co jeszcze muszę narysować :)))

  Aż zrobiło mi się wczoraj śmiesznie: wyobraŸcie sobie kogoś, kto w ramach pracy ma wykonać 400 rysunków do własnej książki. Czy to nie dziwne?... Czy w ogóle można to nazwać pracą? O tak, można, daję Wam słowo honoru. Dlatego, że zobowiązałam się, że je zrobię. Więc muszę się z danego słowa wywiązać. Niezależnie od tego, ile mam z tego przyjemności, od momentu kiedy jest to obowiązek,  jest to też  p r a c a.
  No to idę rysować.


e2f

Powrót