Sobota w Krakowie była dość szalona. Pogoda tak piękna, że miałam ochotę fruwać jak liść, a wewnątrz hali, gdzie odbywały się targi ksiązki - tropikalny upał. I dożynki Oliwkowe :)
Bardzo się ciesze, że w Krakowie mogłam zobaczyć Roberta ze Szczecina - o dziesięć kilogramów lżejszego, i radosnego na twarzy. przyjechał Lakota ze swoją śliczną żoną i opowiedział mi o kilku magicznych przypadkach, które dostrzega w świecie dookoła siebie. Takie przypadki zdarzają się przez cały czas i wszystkim, ale nie każdy potrafi je zauważyć.
Był Sewe z żoną, Elfikiem i Iskierką, była Sarenka, była Bee, ył Andrzej z Krakowa, był Rob i magda p-k - oboje zwycięzcy w konkursie na recencję moich ksiązek. Pawdę mówiąc nie widziałam jeszcze nagrodzonych recenzji. Targi Książki w Krakowie skończyły się dopiero wczoraj wieczorem i dopiero dzisiaj redakcja National geographic wraca do pracy i dzisiaj pewnie recenzje do mnie dotrą.
Wszystkie recenzje zamieszczę w Oliwkowie.
Przyszły też dwie panie, które codziennie sa z nami w Oliwkowie, ale są Tubylcami Obserwującymi, nic nie piszą i nie ujawniają swojej obecności.
Wszystkich Tubylców ciepło ściskam - tych widocznych i niewidzialnych, bywalców i gości :)

A wiecie dokąd dzisiaj jadę? Tak, oczywiście, znowu jadę do Krakowa :)
W pociągach dzieją się czasem niezykłe rzeczy, prawda? Oto Elfik nawiązujacy kontakty polsko-tajwańskie:
