Wczoraj trzynastego rozlałam kubek gorącej kawy - ale udało mi się w porę odskoczyć, więc nie zostałam poparzona.
Utknęłam w korku na rondzie w centrum warszawy - ale udało mi się dojechać na spotkanie punktualnie co do minuty.
Dostałam dwa maile z czterech wysłanych przez pewną ważną osobę, ale z dwóch domyśliłam sie treści czterech.
Nie zdążyłam napisać nowego rozdziału książki, ale udało mi się skończyć i poprawić dwa poprzednie.
Piątek trzynastego okazał się więc trochę pechowy, ale przy tym wielce szczęsliwy, bo cokolwiek miało pójść źle, skończyło się dobrze :)