f72
Wtorek, 7 stycznia 2003r.
Słuchajcie, społeczeństwo polskie nie czyta książek, jak możecie publicznie mówić, że chcielibyście przeczytać jeszcze trochę w i ę c e j?...
Wczoraj w przypiskach do Dziennika parę osób tak napisało.
Ja się ostatnio wciągnęłam w czytanie tak, że trudno mnie odciągnąć. To było zresztą jedno z moich noworocznych postanowień. Bardzo lubię czytać, bo uwielbiam wsiąkać w inny świat, podróżować w myślach, w wyobrani, być bohaterem książki albo filmu, dowiadywać się czegoś nowego, być gdzieś indziej.
Ale często brakuje mi czasu na czytanie. I nawet złapałam się na tym, że kiedy już odkładam pracę, to częściej włączam telewizor niż czytam. A książki?...
Kojarzyły mi się z luksusową przyjemnością, na którą nie mogę sobie pozwolić właśnie ze względu na brak czasu.
Otóż nie.
W Ameryce Południowej czytam czasem po parę godzin dziennie. Kiedy nie miałam samochodu i jedziłam autobusem i tramwajem, to najprzyjemniejszą częścią dnia były właśnie te chwile spędzane z nosem w książce w środkach komunikacji miejskiej.
I ponieważ jest to tak niesamowicie przyjemne, to postanowiłam w Nowym Roku pozwalać sobie codziennie na co najmniej godzinę czytania. Bardzo mi z tym dobrze :) Spróbujcie sami.
Jest tylko jeden warunek: trzeba sobie znaleć coś fajnego do czytania. Nudne książki mnie przerażają i odkładam je po pierwszych stronach. Ale znam ludzi, którzy jak zaczną, to muszą skończyć i strasznie się męczą i torturują, ale doczytują do końca. Potem pewnie mają uraz do czytania książek do końca życia, ale cóż.
Jutro zacytuję Wam fragment z książki, którą właśnie kończę czytać, a tymczasem po pierwsze: przyjmuję zgłoszenia ciekawych książek, które moglibyście polecić do przeczytania, a także zamieszczam drugi fragment z książki o Baltazarze, bo sami o to prosiliście, a poza tym ten pierwszy, wczorajszy, nie miał zakończenia.
Ciąg dalszy jest taki:
Usiedliśmy na piasku, a węże ścierały językami słodkość z lizaka, który trzymałem w dłoni.
- On mieszkał właśnie tutaj powtórzył Hipolit. Miał ogromny pałac i tak jak ty teraz, karmił węże. Miał też przyjaciela. Byli zupełnie różni. Spotykali się każdego wieczoru na pustyni, a potem, kiedy organista grał ostatnią pieśń nocy, wszyscy rozchodzili się do domów i kładli spać. Nasze państwo było zupełnie inne niż teraz. Wszystko co niezwykłe, zostało poznane i opisane. Ludzie zapomnieli, że istnieje zdziwienie, nie stawało się nic nieoczekiwanego. I wiesz, ostatni potomek Boga zwykł rozdawać to co miał, bo nic go już nie cieszyło. A ten drugi człowiek, jego przyjaciel, gromadził w swoim domu każdą rzecz, którą dawali mu ludzie.
I któregoś dnia otrzymał od swojego przyjaciela ostatnią rzecz, jaką ten mógł mu dać smutek.
Tego samego wieczoru ostatni z Bożej rodziny zrozumiał czym jest wolność uczucia, oczekiwanie na spełnienie nieprzewidziane przez tych, którzy niespodzianki zamknęli w stalowych sejfach.
W nocy poszedł do domu organisty i zbudził ludzi, i zadziwił ich, bo to nie była zwykła melodia, ale cała siła jego serca, nadzieja i jej realizacja. I miłość, która pojawiła się na naszej wyspie niespodziewanie, ale od razu jako królowa.
f7f