Poszłam do kina z ciekawością. Internet czasem wydaje się światem bardziej realnym od prawdziwego, a jednocześnie stwarza złudzenie, któremu mozna niechcący ulec. Zadaniem wirtualnego świata jest wygladać jak najbardziej prawdziwie - ale "wirtualny" zawsze pozostaje "nieprawdziwy", stworzony z pozorów - jak film albo jak powieść.
Dwoje ludzi poznaje się przez Internet, rozmawiają poprzez maile, wymieniają myśi i słowa. Co będzie dalej - zadne z nich nie wie, chociaż i on, i ona, wkładają w te maile swoje pragnienia i tęsknoty.
Film jest moim zdaniem znakomity. Został stworzony jak dzieło sztuki. Nie ma tylko opowiadac historii, ale sam w sobie jest rodzajem poezji i metafory. Podobało mi się pokazywanie kolejnych sfer zycia w zwolnionym tempie, tak jakby z ciemności nagle wyłaniajly się pojedyncze elementy oświetlone reflektorem. Z tych elementów widz składa sobie calośc i jeśli podąża za myslą twórcy, to rezyser prowadzi go przez przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
Niektóre ujęcia w tym filmie wyglądają jak mistrzowskie fotografie - gotowe do zawieszenia na ścianie. Dobrze jest wejść do kina i wtopić się w ten film, pozwolić się zaprowadzić od początku do końca.
Kiedy powiedziałam moim znajomym, że widziałam ten film i bardzo mi się podobał, byli zaskoczeni.
- Naprawdę?! - dopytywali się. - To jesteś wyjątkiem. Nikomu ten film się nie podobał.
A Wam? :)