8ca
roda, 1 stycznia! 2003r.
Jesiotr dziki, smardze w sosie prawdziwkowym, smażone grasice, sałatka z wodorostów i rekin w całości, nadziewany. Takie były dania sylwestrowe dla niektórych. Ja zadowoliłam się rybkami z sezamem (z gatunku krakersów) oraz sałatką krabową z zielonym groszkiem.
Jeden pan na balu stanął w pobliżu kaloryfera i podjadał okrągłe czekoladki ze złotej piramidy.
Najpierw zjadł wszystkie czekoladki z trzeciego piętra. Papierki zwijał i od razu wyrzucał, jak gdyby przygotowywał się do długiej akcji. Potem zjadł czekoladki z drugiego piętra i z pierwszego.
Patrzyłam na niego lekko zafascynowana, bo po takiej ilości czekolady normalnemu człowiekowi zaczęłyby chyba z głowy wyrastać liście kakaowca. Ale ten pan w dziwnym natchnieniu zabrał się też za wymiatanie parteru złotej piramidy.
Po mniej więcej piętnastu minutach nieustannego jedzenia, po tym jak pochłonął ze trzydzieści orzechowych kulek w złotych papierkach, z których każda była wielkości kuli bilardowej, wyciągnął rękę, pomacał szkielet piramidy i zdumiał się.
Pomacał jeszcze raz, a potem gestem najwyższego zaskoczenia chwycił za piramidę i podstawił ją sobie pod oczy. Była pusta!
- Ojejku! zawołał w szczerym zdziwieniu. Zjadłem dwie ostatnie czekoladki, a takie były dobre!
Jak dziwnie w Sylwestrową Noc zabrzmiała w jego ustach prawda :))
Rzeczywiście zjadł dwie ostatnie czekoladki, ale zjadł też poprzednich pięć które też były ostatnimi poprzednich dziesięć, dwadzieścia i trzydzieści.
Dlaczego nie powiedział po prostu, że zjadł wszystkie czekoladki? Dlaczego przyznawał się tylko do dwóch ostatnich?...
W sali, gdzie huczała muzyka i kręciło się pełno ludzi z kieliszkami w rękach, i tak nikt by go nie usłyszał. Oprócz mnie, oczywiście.
Jedno jest pewne: ten pan miał na pewno najsłodszy bal z nas wszystkich.
fb4