Spotkałam wczoraj dziwnego komara. Połozyłam się, zgasiłam swiatlo, zamknęłam oczy... I nagle z ciemności dobieglo narastające bzzzzzzzzzz... Na pewno znacie to uczucie. Włącza się w środku dzwonek alarmowy, ktory nie pozwala zasnąć, bo przecież wiemy, że jeśli komar jest blisko i glośno bzyczy, to pewnie wyraża tak swoją radość z faktu znalezienia kolacji. A rzadko kto z wlasnej woli chce takim obiadem zostać. Westchnęłam. Z pewną ulga odrzuciłam wewnętrzne ostrzeżenia przed malarią, gorączką dengue i kilkoma innymi tropikalnymi chorobami roznoszonymi przez moskity. Ale jednak nie miałam ochoty podzielic się z polskim komarem moją krwią, przygotowałam się więc na walkę.
Poczekałam az komar podfrunie blisko i usiądzie, a potem przestraszyłam go machnięciem ręki. Odleciał. I wyobraźcie sobie - nie wrócił!
To był dziwny komar, ktory zorientował się, że nie jest mile widziany, więc znikl.
Ale jeszcze dziwniejsza była mucha w kuchni.
Wieczorem wychodząc z kuchni zauwazyłam szaloną muchę, która latała miedzy dwiema ścianami. Pomyślałam, że pewnie chce się uwolnic i próbuje znaleźć drogę z powrotem na dwór, więc otworzyłam jej szeroko okno. Spodziewałam się, że mucha wyfrunie, ale ona latała między jedną ścianą a drugą prawie w ogóle nie zmieniając kursu - tak jakby starała się zmierzyć odleglość między nimi. Otwarte okno wcale jej nie interesowało. Czekałam ponad dziesięć minut, żeby zapach świeżego powietrza zachęcił ja do odlotu, ale mucha w amoku latała od ściany do ściany i nic innego jej nie interesowało. Nie uległa tez ręcznikowi, ktorym próbowałam ją skierować w strone okna. Miała widac swój plan do wykonania.
Rano mucha siedziała na szybie, tak jakby czekała na otwarcie okna. A potem natychmiast odleciała.