625
Poniedziałek, 30 XII 2002r.
Pod choinkę dostałam rózgoróżdżkę, to już Wam pisałam. Ale dostałam też pudełko. Było obłożone zielonym marszczonym papierem na zewnątrz i w środku, gdzie mieszkał Zwierz. Miał karbowaną skórę, dwa małe oczka, ogon zadarty do góry i na pierwszy rzut oka była krokodylem. Na drugi rzut oka też. Wyrzebionym z drewna własnoręcznie przez świętego Mikołaja.
Kiedy napatrzyłam się na tego krokodyla i znalazłam mu odpowiednie miejsce wśród innych kajmanów i krokodyli, które od kilku lat przywożę z różnych części świata najczęściej z Ameryki Południowej- i które zaludniają (czy raczej: zakrokodylają) wszystkie moje półki, znalazłam w pudełku jeszcze rulonik papieru.
Rozwinęłam go, a tam było napisane:
Opowiem wam bajkę o krokodylu:
Przed laty tylu a tylu
Żył pewien krokodyl w Nilu.
Raz w miejscu upatrzonym
Zabił człowieka ogonem,
Ale zżarł tylko połowę,
A więc kończyny i głowę,
Tułów natomiast zakopał roztropnie
I powiedział: To jutro się opchnie.
Bierzcie z niego przykład, dzieci,
Nie zjadajcie wszystkiego jak leci,
Lecz przy kąsku najsmaczniejszym
Pomyślcie o dniu jutrzejszym.
fc0