onet.pl PATRONAT
Wpis do dziennika
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Wpisy do dziennika

Powrót
Stanisław Lem

Kiedy byłam mała, pewnego dnia na półce znalazłam zagadkową książkę. Niewielkiego formatu, bardzo gruba, prawie tak gruba jak wysoka :), w twardej okładce, na której zamieszczono czarno-biały rysunek. Przedstawiał dwie przedziwne istoty - ani ludzi, ani zwierzęta, choc smukłe i budzące sympatyczne skojarzenia. "Bajki robotów" - brzmial tytuł tej książki, a kiedy ją otworzyłam i zaczęłam czytac, nie mogłam sie oderwać.

Były to opowieści ze świata robotów. Matrix zeszłego wieku. Ludzkie uczucia i emocje wśród istot pozbawionych uczuć i emocji (przynajmniej teoretycznie).

Stanisław Lem był tak inny, nowatorski i pomysłowy, że potrafił pobudzic wyobraźnię. Pewnie każdy człowiek w Polsce pamięta swoje pierwsze zetknięcie z książkami Stanisława Lema.

On sam wspominał tak:

Życie ludzkie trwa w skali wszechświatowej niesłychanie krótko, zaledwie okamgnienie, jak pozwoliłem sobie nazwać moją przedostatnią książkę. A z drugiej strony za mojego życia minęło kilka epok. Byłem chłopcem ośmioletnim, kiedy do naszego mieszkania lwowskiego wniesiono olbrzymią skrzynię marki Ericsson, z posrebrzanymi lampami katodowymi i jakimiś kondensatorami, były tam też dwa olbrzymie akumulatory, jeden dawał wysokie napięcie, a drugi napięcie żarzenia. Wciąż widzę, jak wujek z moim ojcem nad tym radiem się pochylają – głośnik stał zupełnie osobno, wyglądał trochę jak taki dziwny abażur, była też antena rozpięta na krzyżaku. Jako pierwszą złapali lwowską radiostację, i jakiś pan grobowym głosem odczytywał opowiadanie Conrada „Gospoda pod Dwiema Wiedźmami” – do dziś zapamiętałem ten głos. Czasem z głośnika wydobywały się straszliwe jęki i wycia: ojciec był wtedy bardzo dumny, bo to znaczyło, że złapał Koenigs-wusterhausen, najsilniejszą wówczas radiostację. To były początki radia lampowego, jego poprzednikiem był detektor na kryształek, słuchało się wyłącznie przez słuchawki, nie miał on żadnego zasilania własnego i funkcjonował tylko dzięki temu, że pobierał cząstkę mocy nadajnika. Jeżeli ja to pamiętam, podobnie jak pierwszy model samochodu forda – jeden z ostatnich chyba egzemplarzy obsługiwałem później w garażach niemieckiej firmy w roku 1942 – to widać, do jak olbrzymich zmian doszło na przestrzeni mojej jednostkowej biografii.

Powrót