Kiedy byłam mała, odkryłam jedną z moich pierwszych dżungli. Babcia i Dziadek mieszkali na parterze starej kamienicy przy ul. Konopnickiej w Toruniu. Po drugiej stronie ulicy zaczynał się las. Nie była to wielka puszcza, tylko miejski las, ale rosły tam mocne drzewa i kwiaty, pachniało igliwiem i można było długo iść przed siebie - aż dochodziło się do drugiego końca lasu, gdzie znów było miasto.
Z balkonu tego mieszkania wystarczyło się wychylić, żeby poczuć lesny zapach.
Cała uliczka była niesamowita. Wąska, cicha, zabudowana wysokimi, posępnymi, starymi kamienicami dotykającymi się bokami. Brukowana jezdnia. Szpaler drzew na chodniku. Kiedy ktoś szedł tą ulicą wieczorem, echem niosły się jego kroki. A każda rozmowa prowadzona na dworze była doskonale słyszalna w każdym mieszkaniu.
Magiczne miejsce, gdzie działo się znacznie więcej niż ktokolwiek był w stanie dostrzec.
Dzisiaj na cały dzień jadę do Torunia, gdzie mam wykład dla nauczycieli i wykładowców geografii.