Styczeń i luty kojarzy mi się z ananasami. Nie tylko dlatego, że zwykle o tej porze roku byłam już daleko w tropikach i odżywiałam się głównie owocami, ale także dlatego, że od dwóch lat w styczniu i w lutym można było w Polsce kupić świeże, bardzo dobre ananasy. W zeszłym roku kupowałam ananasy po 1.99 zł. A w tym roku mi ich brak :)
Jesli znajdziecie ananasy w sklepie, to przypominam, że należy je odłożyć w domu na parapet na kilka dni - pięknie dojrzeją, zrobią się żółte i słodkie.
A jesli chcecie mieć więcej niż jednego ananasa, to zróbcie tak, jak w przepisie, który mój Tata zobaczył w telewizji i mi przysłał:
Kupujemy dojrzały owoc, gdzie pióropusz jest nie uszkodzony ( chodzi o czubek pióropusza) , odcinamy kilka centymetrów ( 4-5 ) owocu wraz z pióropuszem i zostawiamy na 2 do 3 tygodni do obeschnięcia. Następnie sadzimy w lekko wilgotnym PIASKU i trzymamy w ciepłym miejscu np. parapet nad kaloryferem ale z dala od chłodnego okna. Podlewamy rzadko (ukorzenienie następuje po ok. 2-3 miesiącach) a po roku, po
przekwitnięciu mogą zawiązać się (niestety małe) niejadalne owoce ananasa.