Przy całej nieprzewidywalności w naszym życiu, mamy jednak świat dość spokojny i bezpieczny.
Jechałam wczoraj samochodem słuchając wiadomości w radiu, była mowa o strzelaninie, w której ktoś został zraniony. Rozejrzałam się. Mróz, ciemne ulice, sznury samochodów, zmarznięci ludzie na chodnikach - ale jednak bezpiecznie. Nie grozi nam na co dzień nic przerażającego, co spadałoby na nas bez ostrzeżenia i na mocy piekielnego przypadku.
Jakie to szczęście, że chmury na stałe wiszą na niebie i nie spadają nam niespodzianie na głowy. Jakie to szczęście, że w poiwterzu nie fruwają tsentsaki (czytaj: kule rewolwerowe), ktore wpadałyby w ciała przypadkowych ludzi i powodowały ich cierpienie. Jakie to szczęście, że codziennie rano wstaje slońce - i mamy to jak w banku na 100%, że po nocy nadchodzi ranek.
Wyobraźcie sobie Ziemię, na której nie byłoby takich stale powtarzających się zjawisk. Niczego nie można by przewidzieć i nikt nie miałby czasu ani siły zajmowac się własnym życiem, zakochac się albo pomyślec o przyszłości, bo wszyscy musielibyśmy rano ściągać gęste chmury z chodników, które roztapiałyby samochody i porywały w swoje ciemne czeluście nieuważnych ludzi...
Mamy szczęście!