Koniec Starego Roku i początek Nowego zastał mnie pracowicie wypełniającą obowiązki i nadobowiązki. I chociaż miałam ogromną ochotę pójść do kina, to w ciągu ostatnich tygodni nie starczyło mi na to czasu. Uwielbiam siadać w fotelu w kinie, oglądać zapowiedzi nowych filmów, a potem gasną światła i ... przenoszę się do innego świata, którego jestem bohaterem :)
A wczoraj dostałam list, który potwierdza, że powinnam się do kina wybrać, i to wkrótce. Oto co pisze Robert:
Poszedlem do mojego ulubionego malego kina studyjnego gdzie zwykle 10 osob na sali jest a tym razem sala pelna i chyba tylko 2 miejsca byly wolne. Film pt. "Jak w niebie". Szwedzki film. Nie kieruje sie przy wyborze filmu recenzjami prasowymi a miejscem gdzie film jest wyswietlany. I zwykle sie nie zawodze. Ogladalem go poruszony i postanowilem Pani o nim napisac bo niesamowicie jakos tak
koresponduje z Ksiazka "W dzungli" i naszymi rozmowami na Poletku. Moze niekonecznie do konca z ksiazka a bardziej z rozmowami. Moze jeszcze inaczej - z tym co Pani Robi czyli swoja dzialalnoscia podroznicza, pisarska, refleksjami z dziennika z tym ze budzi Pani ludzi do dzialania i z letargu pokazuje droge czy w ogole o tym jak sie obudzic z letargu jak zaczac robic to co sie chcialo kiedys robic czy zrobic a zycie spowodowalo ze sie zapomnialo.
Glowny bohater Przybysz, ktory przybywa do rodzinnego miasteczka zmienia oblicze miasteczka i budzi ludzi i ich marzenia. Zmienia ich widza swoja wartosc i zmieniaja swoje zycie, niektorzy widza swoja malosc i gnusnosc. Poruszajacy film pod kazdym wzgledem.
Polecam Pani ten film do obejrzenia i jesli sie zdarzy ze go Pani obejrzy to ciekaw bede Pani refleksji.