onet.pl PATRONAT
Wpis do dziennika
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Wpisy do dziennika

Powrót
Wpadam na trop puddinga

bd0   Czwartek, 19 grudnia 2002r.

  Wczoraj przez cały dzień zastanawiałam się „Gwinea czy Polska”. A potem przypomniało mi się, że gdzieś kiedyś miałam starą angielską książkę kucharską, która powinna wyjaśnić wszystko w sprawie puddingów. Odłożyłam więc sprawy polsko-gwinejskie na półkę i rozpoczęłam szukanie książki.


  Najpierw w ręce wpadł mi karton z pamiątkami z Gujany Brytyjskiej. Dostałam wtedy od Indian kilka grzebieni, które robią z kolców palm.
  Potem znalazłam zagubione pudełko z przyborami biurowymi, którego szukałam bezskutecznie w zeszłym roku.
  Potem natknęłam się na nigdy nie noszone zimowe rękawicy ze skóry i z futrem w środku, o których kompletnie zapomniałam i bez których palce mi marzły na mrozie.
  Potem poczułam, że coś się przypala. I tak odkryłam płonący garnek z odrobiną mleka na dnie, które chciałam przygrzać kotom.

  Sprawa puddingów i kwestii gwinejsko-polskiej odeszła na dalszy plan. Tego, co pozostało z garnka, nie dało się uratować.


  PóŸnym wieczorem, kiedy wróciłam do domu, w powietrzu wciąż wisiały gęste opary spalenizny.  
  Poszłam na strych szukać czegoś do odświeżania powietrza i wtedy nagle znalazłam dwie stare książki kucharskie: jedną przywiozłam z Anglii, a drugą z Ameryki.

  Pierwszą napisała Margaret Powell, która całe życie spędziła w kuchni.  Mając 15 lat poszła do pierwszej pracy jako pomocnik kucharki sprowadzonej ze Szkocji przez bogatych państwa lordostwa do ich rezydencji. Potem sama awansowała na stanowisko Głównej Kucharki, a potem zaczęła o tym pisać książki.

  Drugą książkę napisał Amerykanin, James Beard, który w 1946 r. zaczął prowadzić pierwszy na świecie program o gotowaniu w telewizji. Książka została opublikowana w 1959 roku, kiedy to nikt jeszcze nie słyszał o „zdrowej żywności” i „zasadach zdrowego odżywiania” itd.

  Okładka tej książki wygląda dzisiaj jak obraz nie z tego świata: na niebieskim tle stoi roześmiany grubasek w błękitnej koszuli z muszką, a w rękach trzyma półmisek najbardziej niezdrowego żarcia, jakie można sobie wyobrazić: błyszczące kiełbasy, pieczone schaby, plastry różowej szynki i kawałki wędzonej słoniny.

  Ale mimo że jest to książka amerykańska, znalazłam w niej cały rozdział poświęcony puddingom.


  Zaglądam do książki angielskiej.

  Rozdział XIII: Puddingi.  
  Cytuję:
 
  „Puddingi dzielimy na sześć gatunków: puddingi mleczne, puddingi łojowe, puddingi rzadkie, suflety, puddingi biszkoptowe oraz zimny mus i galaretka.”

  I takim to sposobem jednym ruchem niechcący upolowałam całe stado puddingów. Będę je oswajać do niedzieli.


fee

Powrót