Wtorek, 17 grudnia 2002r.
Papua Nowa Gwinea czy Polska? Zawsze podczas podróży po jakimś dalekim, egzotycznym miejscu, mimo woli przymierzam się do tego jak wyglądałoby moje życie gdybym tam została.
Wyobrażam sobie mój pokój, komputer i indiańskie rzeźby w Warszawie, wyobrażam sobie jak w dalekiej Polsce jadę samochodem, otwieram drzwi do radia...
A potem rozglądam się wokół siebie: małe miasteczko w Brazylii, Amazonka, papugi krzyczące na drzewie kapokowym...
Zazwyczaj jednak wracam do Polski myśląc sobie: "Jeszcze nie tym razem".
Wczoraj wieczorem dostałam taki list:
Witam Pani Beato
Przesłałem Pani kartkę z Papui Nowej Gwinei, ale nie wiem czy dotarła, bo to kraj szczęśliwy - takie drobnostki jak zegarki, listy, kwity, komórkowce itp.
przyjmują się z wielkimi oporami.
Osiem stref czasowych i czterdzieści Celsjuszów od Polski. Wróciłem wczoraj i jestem w ciężkim szoku. W dodatku muszę sobie szukać jakiegoś zajęcia (jak już odeśpię :-). I jak za każdym razem - żałuję, że wracam.
Mogłem kupić na rynku w Wamenie pięć świń i zostać starszym wioski... Kupiłbym, ale stać mnie było najwyżej na trzy :-)
winie są tam straszliwie drogie. Chociaż rosną szybko a prosiaki są w cenach raczej przystępnych. Pięć dużych świń to bogactwo, żony, szacunek wioski i stojące otworem chaty mężczyzn.
Grzegorz Kapla
To jak, gdybyście mieli teraz wybrać i zdecydować o reszcie swojego życia:
Papua Nowa Gwinea czy Polska?...