Czwartek, 17 lis
Przeżyłam wczoraj scenę jak z filmu. Byłam w redakcji jednego z wielkich pism. Nagle na korytarz wychodzi blondyn w białej koszuli, patrzy na mnie, zostajemy sobie przedstawieni - okazuje się, że jest głównym dyrektorem całej firmy. I mówi:
- Zapraszam na kawę do mojego gabinetu.
Wchodzimy do gabinetu dyrektora - moja znajoma i ja. Blondyn siada w fotelu naprzeciwko i pyta:
- I o czym jest ta nowa książka?
- O życiu - odpowiadam. - O tym jak być szczęśliwym człowiekiem.
- I jak być?
- Wiedzieć czego się pragnie - odpowiadam w skrócie, bo muszę jakoś streścić trzysta stron książki. - A potem zastanowić się jak to osiągnąć.
- Jak, jak?
- Najpierw znaleźć cel, a potem zaplanować sposób jego zdobycia. I zwykle to pierwsze jest większym problemem niż to drugie.
- Tak, tak - i wszyscy pogrążyliśmy się w krótkim milczeniu, podczas którego każde z nas zadało sobie pytanie: Rzeczywiście, a czego ja najbardziej pragnę? Siedzieliśmy w skórzanych czarnych fotelach w gabinecie dyrektorskim, nad filiżankami z czarną kawą i zadawaliśmy sobie ciche, proste pytanie. Mam nadzieję, że i blondyn dyrektor, i moja znajoma znaleźli już swoje odpowiedzi :)