Sobota,niedziela 15-16 paź
Witajcie, Olivki! Przywiozłam z Nepalu trochę słońca, choć mijałam się w drodze z ptakami odlatującymi do cieplejszych okolic. Wyjątkowo nie marznę po powrocie do Polski, być może dlatego, że dużo czasu spędziłam w Himalajach, gdzie trwa ostra zima. Namioty codziennie były pokryte szronem, mróz trzaskał, a pejzaż dookoła był jednolicie biały. Żeby ugotować wodę na herbatę w ostatnim obozie pod szczytem trzeba było najpierw w menażce stopić śnieg, a potem doprowadzić go do wrzenia.
Szczyt widziany z dołu wydawał się daleki i nieosiągalny, ale - jak to zwykle bywa w życiu i w podróży - każdy maleńki krok naprzód przybliżał nas do niego. Aż w końcu stanęliśmy na samym wierzchołku i łzy popłynęły z radości :)
Obiecuję wkrótce galerię fotograficzną z przygód w dżungli i w Himalajach. Muszę najpierw wywołać slajdy, potem je oprawić i zeskanować, potrwa to więc kilka dni. Cieszę się, że jestem znów z Wami :)
Mam ze sobą zawsze co najmniej dwa aparaty fotograficzne: jeden duży, którym robię slajdy i drugi mały, którego używam w sytuacjach ekstremalnych i niebezpiecznych. Mały aparat jest cyfrowy i był ze mną na szczycie Lobuche East :)
Na zdjęciu: Krzysztof Wielicki i BP na szczycie 6120 m n.p.m. :) I zapraszam do nowej galerii foto :)