Galeria Widoków z Okna, odc. 11
Czwartek, 16 czerwca
Wczoraj wracałam rowerem z trzema pęczkami botwiny i mijając mały zagajnik zobaczyłam cztery stanowiska ręcznikowe - z opalającymi się warszawiakami. Na pierwszych dwóch ręcznikach leżeli dwaj panowie, na następnych - panie. Była dwunasta w południe, najsilniejsze i najbardziej okrutne słońce, które nie opala, tylko pali. Pewnie biedacy spiekli się wczoraj na czerwono. Opalać się można najlepiej po 16.00 :)))
Z drugiej strony rozumiem, że trudno jest przewidzieć łaskawą obecność słonca w Polsce. Wczoraj po 16.00 już lał deszcz i huczała burza :))))
W Galerii Widoków przedstawiam:
`Czasem, kiedy patrzę na widok utrwalony tym zdjęciem, tęsknię za bezkresem sawanny i wyobrażam sobie, że to nie kominy i szyby przykryte chmurami, ale monstrualne baobaby, wyciągnięte koronami ku niebu Afryki...`
Kto tak widzi? Odpowiedź dzisiaj po 20.00 :)))
W Kalendarzu Oliwkowym: dzisiaj urodziny MARTINKI