Czwartek, 21 kwiat
Sól... Tu gdzieś powinna być sól... Na dnie metalowej skrzynki kwitły drobne grzyby. Pełno było kryształków i okruchów, aż dziw, że dotąd nie zainteresowały się nimi stada dżunglowych karaluchów, mrówek i much. Wyciągałam kolejne puste torebki, fragmenty folii, sreberek i grudki skamieniałej kawy. Natrafiłam nawet na pół porcji makaronu, który czym prędzej dorzuciłam do garnka. I wtedy usłyszałam głuchy jęk.
Balkon już od pewnego czasu musiał mnie obserwować, ale dotychczas milczał. Teraz jednak z wyranym bólem w głosie zapytał:
- Dodałaś makaron z innego opakowania?
- Tak, była otwarta torebka - odpowiedziałam, ale widząc rosnący niesmak i strach na twarzy Balkona, czym prędzej wyjaśniłam: - Zajrzałam do środka, ten makaron był bardzo czysty!
- Ale to jest inny rodzaj zboża! - odrzekł Balkon z cierpieniem. - Nie wolno mieszać ze sobą makaronu z różnych opakowań.
Zacisnęłam zęby. Być może powinnam po prostu udać, że tego nie słyszę albo posłać Balkona do wszystkich diabłów, ale jednak zapytałam:
- Dlaczego?
- Bo nie wolno - odrzekł Balkon kręcąc głową, tak jakby to było oczywiste.
- Dlaczego nie wolno? - dociekałam, starając się powstrzymać swoją rękę z chochlą, żeby nie trzasnąć Balkona po dredach zawiniętych w skarpetę.
- Bo to jest inny rodzaj zboża! - powtórzył Balkon. - Nie można mieszać ze sobą różnych rodzajów zboża!
- Ale dlaczego?
- Bo to le działa na żołądek!
- Czy chcesz powiedzieć, że makaron w połączeniu z makaronem może komuś zaszkodzić?...
- Tak - potwierdził grobowym głosem Balkon. - Mnie.
Byłam gotowa poddać go temu eksperymentowi. Nie mieliśmy zresztą właściwie innego wyjścia - nie wyrzucimy garnka pełnego jedzenia tylko dlatego, że z siedmiu głodnych osób jedna nie jest zadowolona ze sposobu jego przygotowania. Romek otworzył nożem tajemniczą puszkę bez napisu - w środku znaleliśmy coś w rodzaju gulaszu wołowego z sosem. Wrzuciłam go do makaronu, zamieszałam i w dżunglę popłynął smakowity zapach. Czym prędzej zasiedliśmy do kolacji. I nikt już nie miał ochoty zajmować swoich ust czymkolwiek innym oprócz jedzenia.
Fragment książki Blondynka Tao, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa NATIONAL GEOGRAPHIC.