Czwartek, 14 kwiat
W obozowisku zakwitły morwy i nacie, gdy Balkon powoli wysupływał się z wojskowej uprzęży, rozpinał paski, sprzączki i klamry. Wreszcie zsunął spodnie i pokazał nam krew zalewającą mu skórę. Odniosłam wrażenie, że nie ma ochoty już umierać, raczej woli napawać się wrażeniem, jakie robi na nas jego stan. Obmywałam mu ostrożnie nogę, usiłując znalezć ródło krwawienia, ale nie było tam żadnej rany ani rozcięcia. Ze zdziwieniem odkrywałam centymetr po centymetrze, że ciało jest nietknięte. Nawet Balkona to zaintrygowało i zamiast mdleć, próbował się domyślić prawdy:
- Zostałem postrzelony?
- Nie - odrzekłam z przekonaniem.
- Krwotok z wyczerpania?
- Raczej nie - odparłam po chwili namysłu, bo wycieńczony człowiek nie gada tyle, tylko usiłuje odzyskać utracone siły.
- Tutaj masz dziurkę - powiedziałam nagle, pokazując na niewielką kropkę na skórze, z której strumyczkiem bezustannie wypływała krew.
- No tak, morwa, wiedziałem, że tutaj jest pełno robactwa, które włazi człowiekowi w odbyt, do uszu i wszędzie, gdzie się morwa może zmieścić - zawołał Balkon.
Dopiero teraz był naprawdę przerażony. Chyba od początku wiedział, że nikt nie strzelał do niego z rewolweru ani że nie ugryzł go wąż ani jadowity pająk. Przypomniał sobie jednak nagle wszystkie najbardziej koszmarne opowieści o pasożytach i robakach atakujących bezbronnych ludzi w puszczach tropikalnych - o muchach, które składają pod skórą jaja, z których potem wykluwają się larwy żywiące się ludzkim mięsem, o nicieniach wijących gniazda w ludzkich wnętrznościach i o mikroskopijnych owadach roznoszących ślepotę i śmiertelne choroby. Balkon dotknął krwawiącej dziurki, ale krew ominęła jego palec i płynęła dalej, tak jakby chciała uciec z jego ciała. Spojrzał na mnie bezradnie jak dziecko. Odpowiedziałam mu mocnym spojrzeniem, ciesząc się jednocześnie, że o nic nie pyta, bo nie umiałam mu tego wyjaśnić.
Fragment książki Blondynka Tao, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa NATIONAL GEOGRAPHIC.