Wtorek, 29 marz
Gdyby zamienić sześć najbardziej wulgarnych słów w języku polskim na podobnie brzmiące słowa wuj, hebanowy, morwa i nać, a także skubany oraz migdalić to pierwszym zdaniem w języku polskim, jakie usłyszałam po obudzeniu, było:
- Ty, patrz, morwa jego nać, jak ten hebanowy wuj zamigdala.
Otworzyłam oczy. Byliśmy na miejscu - czyli daleko poza plantacjami palm oleistych, na skraju puszczy. Hebanowy wuj okazał się drobnym Tajem ubranym w kalosze, który zwinnie biegł w poprzek pochyłego pobocza. Drogi nie było. Pozostał tylko ledwie widoczny trakt obrośnięty paprociami, którym prawie sto lat wcześniej jedzili zbieracze kauczuku. Spojrzałam na moich kolegów.
- Morwa, no to jesteśmy hebanowi - powiedział Balkon.
- Morwa jego nać - odrzekł Konik i popatrzyli na siebie ze zrozumieniem.
- Wujowe miejsce - dorzucił Romek. - Wujowy deszcz.
Nigdy nie przypuszczałam, jak wiele rozmaitych emocji i myśli można wyrazić za pomocą jedynie pięciu słów. Nie mówili tego ze złością ani w przypływie wyjątkowego złego humoru. Mieścili się jedynie w ramach swojego słownika, który składał się z dwóch przymiotników, trzech rzeczowników i jednego czasownika, odmienianych na wiele różnych sposobów. Najbardziej zadziwiające jednak było to, że chociaż pozornie był to słownik ubogi, to pozostawali zrozumiali nie tylko dla siebie nawzajem, ale także dla reszty świata. Nagle też zrozumiałam, że wulgarne polskie słowa są najbardziej plastycznymi wyrazami świata, które można dowolnie lepić i wyginać. Gdyby te same akrobatyczne zabiegi zastosować do innych słów, straciłyby sens, tymczasem hebanowy wuj i naciowa morwa oraz skubane pojęcia pozostawały czytelne w każdej możliwej nowatorskiej formie.
Fragment książki Blondynka Tao, która ukaże się w kwietniu nakładem wydawnictwa NATIONAL GEOGRAPHIC.