Sroda, 26 sty
Stałam przy kasie w supermarkecie i szukając drobnych wysypałam monety na rękę. Nagle dwa złote przetoczyło mi się przez palce i spadło na miejsce do pakowania, a potem sturlało się w dół i wpadło w szczelinę. Niby dwa złote to nie majątek, ale kiedy zobaczyłam, że mi ucieka, to zaczęłam je gonić.
Niestety, pod plastikowymi torbami monety jej było, przy metalowym rancie też nie - musiała wpaść w jedyną możliwą tam szczelinę, która była wielkości dokładnie dwuzłotówki.
Pani kasjerka zapytała czego szukam.
Powiedziałam, że wpadło mi tam dwa złote.
- No to trudno - powiedziała pani kasjerka - tam nie ma jak sie dostać.
- No to trudno - przyznałam.
- To ja pani oddam to dwa złote - powiedziała kasjerka. - Powiem im, że wpadło, to może znajdą.
- A jesli nie znajdą? - zapytałam.
- To będę dwa złote na minusie.
- To może ja będę dwa złote na minusie - zaproponowałam.
- Nie, nie, ja pani oddam.
- Nie, niech pani nie oddaje.
- Ależ tak, ja pani oddam.
- Ależ nie, proszę mi nie oddawać.
- Oddam pani i napiszę w raporcie, że wpadło do dziury - powiedziała pani kasjerka.
A ja nagle zauważyłam, że ta dziura, do której wpadło dwa złote błyszczy na złoto, a nie na srebrno, tak jak cała blacha dookoła. Sięgnęłam palcami od spodu - i wyobracie sobie - w tej blasze do pakowania towarów była szczelina, a pod nią mikroskopijna półeczka, na której zatrzymała się moja dwuzłotówka.
Wyjęłam ją, a pani kasjerka schowała swoje dwa złote, które chciała mi oddać.
To jest to, co zawsze powtarzam: że na świecie jest więcej dobrych i uczciwych ludzi niż złych, prawda?... :))))
A wiecie kto ostatecznie dostał te dwa złote?...
Pan na parkingu, który podszedł w berecie i czerwonymi z imna uszami, i zapytał `Czy może odprowadzić wózek` i zaoferował, że pomoże mi załadować torby z zakupami do bagażnika. Jemu to dwa złote było najbardziej potrzebne.