Wtorek, 25 sty
Jestem chyba człowiekiem wielkiej wiary, bo wczoraj wyjrzałam przez okno i zobaczyłam śnieg, a potem pomyślałam: `Ale na chodnikach na pewno nie będzie śniegu, bo ktoś odgarnie`.
Wsiadłam na rower i pojechałam na pocztę.
A tu śnieg i lód dookoła :))) Pół chodnika oczyszczone, a potem wszystkie następne chodniki białe i śliskie... A ja w grubych skarpetkach, kilku warstwach ubrań pod kurtką, w czapce i kapturze, dwóch parach rękawic, mam utrudnione ruchu, więc tylko siedzę jak najlżej na siodełku i pedałuję przez śnieg, myśląc, że może jednak uda mi się dojechac.
I wtedy się okazało, że jestem jednak człowiekiem bardzo małej wiary, bo zabrakło mi zaufania do własnego roweru.
Mój rower nazywa się `traffic` i jest przystosowany do płaskich i szorstkich ulic bez piasku, błota i śniegu. Nie mam górskich ani zimowych opon. Bałam się, że te zwykłe opony zaczną się ślizgać po lodzie i śniegu, a wyląduję w zaspie. Ale nic takiego się nie stało :)))
W drodze powrotnej z poczty kupiłam trzy ananasy i dojrzewają na parapecie :)))