52b
Sobota, 21 sierp
Oglądałam wczoraj drugą część festiwalu w Sopocie. Nie wiem jak spiewali artyści wykonujący piosenki Czesława Niemena, ale obejrzałam cały koncert Krzysztofa Krawczyka.
To niesamowite :)))
Nagle siedząc przed ekranem telewizora usłyszałam kilka dwieków, które przeniosły mnie w czasy dzieciństwa :))) Te słowa `parostatkiem w piekny rejs...` brzmiały wtedy dla mnie jak hasło do wielkiej podróży. Ile to było lat temu?... Na pewno ponad dwadzieścia, może prawie trzydziesci... Pamiętam mój drewniany gramofon i czarne single, które kupowałam w sklepie na rogu. I płyty krzysztofa Krawczyka... :)))
A wczoraj wieczorem nagle film się cofnął.
Spodziewałam się wielkiej gali i tego, że Krzysztof pojawi się na scenie w stroju Elvisa Presleya - w jakimś ociekającym złotem, błyszczącym, czymś wybitnie festiwalowo-brokatowym, a tymczasem on wystąpił skromnie w niebieskiej bluzce i ciemnym garniturze... Zabrakło mi błysku :))))
Siedziałam i patrzyłam... Czy to nie niesamowite, jak układały sie jego losy? Bardzo się ciesze, że nie stał się zapomnianym gwiazdorem lat 70-tych, ale złapał znów wiatr w żagle i płynie.... Bo fajnie śpiewa.... :))))
ef2