
W moim życiu są trzy pory roku – przed wyprawą, po powrocie i w czasie podróży.
W przeddzień wyjazdu ogarnia mnie kosmiczne uczucie wywołane świadomością tego, jak wielki jest świat i długo można wędrować na jego koniec. Wyobraźnia podpowiada co mogłoby się wydarzyć podczas takiej ekspedycji, a wspomnienia podrzucają konkretne obrazy z miejsc, gdzie byłam wcześniej. Zawsze też sięgam myślą do dnia powrotu i zastanawiam się, czy dane mi będzie go doświadczyć, czy też może ta najbliższa podróż będzie moją ostatnią.
Odkrywanie świata jest fascynujące. Robiłam to zawsze, odkąd pamiętam. Jako mała dziewczynka podróżowałam z bohaterami książek, filmów i fotografii oglądanych w wyblakłych ze starości magazynach National Geographic. Czułam na twarzy śnieg, lodowaty wiatr i mróz z książek Jacka Londona. Błądziłam po pustyni w poszukiwaniu zielonej doliny, gdzie kwitło życie w powieści Jamesa Curwooda.
Jeździłam na słoniach razem z kapitanem Korkoranem, zwiedzałam dzikie wrzosowiska z Edgarem Allanem Poe i słuchałam jak w Londynie na skrzypcach gra Sherlock Holmes. Wędrowałam przez tysiące mil po amerykańskich pylastych drogach z bohaterami książek Johna Steinbecka, poznawałam świat francuskiej bohemy z Gertrudą Stein i Pablem Picassem.
Tak długo i tak mocno marzyłam o tym, ze na własne oczy zobaczę to wszystko, co przeżyłam wcześniej w wyobraźni, że to marzenie musiało zamienić się w rzeczywistość. Po prostu nie było innej możliwości.
Kiedy po raz pierwszy stanęłam na karaibskiej plaży, pomyślałam, że znalazłam się w raju. Rozejrzałam się szybko dookoła, ale w zasięgu wzroku znajdowały się tylko dwa osły i żadnego anioła. Uznałam to za dowód na to, że wciąż żyję.
Kiedy po raz pierwszy nabrałam płuca wilgotnego, lepkiego powietrza dżungli amazońskiej, zostałam zaczarowana na zawsze. Nie znam drugiego miejsca na świecie, które miałoby w sobie tyle piękna, okrucieństwa, czystości, bólu, życia i śmierci jednocześnie. Są tam wciąż zakątki nietknięte ludzka stopą, gdzie istnieje potężna energia natury. Czuję ją czasem w sobie, jak mnie przenika na wskroś i wypełnia od środka. Noszę ją w sobie na co dzień, także w Polsce. Dżungla zmieniła mnie jako człowieka. Nauczyła mnie odwagi, samodzielności i korzystania z ponadzmysłowych zdolności, jakie posiada każdy człowiek, ale które ulegają stłumieniu i wygaszeniu w hałaśliwej i agresywnej dżungli miasta.
Kiedy zaczęłam wędrować po wysokich górach w Andach i Himalajach, zachwyciłam się rześkością poranków, bezludnymi przestrzeniami i fiołkowymi dzwonkami, które nocą pokrywały się szronem, by o świcie znów ożyć i zakwitnąć na nowo. Odliczałam dwanaście kroków, po których płuca odmawiały posłuszeństwa, błagając o tlen w zbyt rozrzedzonym powietrzu. Potem chwytałam za kijki trekkingowe i odliczałam kolejne dwanaście kroków. Tak odkryłam, że można pokonać słabość swojego ciała i zdobyć szczyt.
Niedaleko Kilimandżaro w Afryce ziemia jest płaska i ciągnie się kilometrami jak bezkresny ocean trawy. Pewnego dnia napisałam: „Jest świt. Nad sawanną błękitnieje niebo, słyszę wołanie ptaków, hien i lwów, zebry czujnie drżą... W powietrzu unosi się zapach wolności i szczęścia, którym oddycham...”. Dwadzieścia cztery godziny później: „I znów jest świt błękitno-różowy, Kilimandżaro błyszczy na niebie, a ptaki śpiewają tak cudnymi melodiami, że serce topnieje ze szczęścia...”
Na tropikalnych wyspach jadłam lody kokosowe nie wierząc, że może istnieć na świecie coś tak dobrego. Na Zanzibarze zamówiłam ryż z tak ostrymi przyprawami, że spaliły mi skórę na ustach. Ale jak niezwykle smakowało to danie w lokalnym barze pełnym tubylców rozmawiających w języku suahili!...
Przez wiele lat zbierałam w sobie te wrażenia, emocje, obrazy i towarzyszące im myśli. Jestem szczęśliwa, że mogę się nimi dzielić w książkach, reportażach, felietonach, audycjach radiowych i programach w telewizji. Dzięki podróżowaniu i dzięki temu wszystkiemu, co zobaczyłam na świecie, czego doświadczyłam od ludzi na różnych kontynentach, moje życie stało się pełne i bogate. Czuję się właściwie tak, jakbym przeżyła wiele żyć, bo każda podróż to nowa wyprawa nie tylko przez kraje, ale i przez życie.
Długo uczyłam się też mądrego podróżowania. Odkryłam jak dobrze zapakować bagaż i co zrobić, żeby go nie stracić. Uczyłam się na własnych błędach, wyciągałam wnioski. Z każdą wyprawą byłam coraz lepiej przygotowana i coraz skuteczniej udawało mi się docierać do celu – nawet jeśli nie był to ten sam cel, który wyznaczyłam sobie na początku.
W tej książce napisałam prawie o wszystkim, co wiem o podróżowaniu. O tym na czym polega różnica między językiem obcym a językiem uniwersalnym, jak zdobyć zaufanie tubylca, jak uniknąć zaatakowania przez przestępcę, jak rozpoznać żółtą febrę i malarię, gdzie kupić tani bilet lotniczy, jak się nie zatruć i jak się wyleczyć z najbardziej powszechnych dolegliwości podróżnych. Piszę też o tym co zrobić, żeby podróżowanie było łatwiejsze, wyjaśniam dlaczego czasem dobrze jest podróżować samotnie i jak się zachować w krajach muzułmańskich, przy japońskim stole i w hinduistycznej świątyni.
Pisałam tę książkę przez kilkanaście lat, gromadząc różne wnioski, odkrycia i podróżnicze wynalazki. Potem przez kilka lat robiłam notatki. Pewnego dnia usiadłam przy komputerze i zaczęłam pisać pierwszy rozdział. Pisałam, pisałam, pisałam, a książka rosła i rosła... Mijały miesiące, a ja wciąż czułam, że jeszcze muszę napisać o następnych niezwykle ważnych rzeczach, więc pisałam przez całe lato i jesień... I zastanawiałam się dlaczego w przypadku tej książki pisanie trwa tak długo. Kilka miesięcy później podczas spotkania w wydawnictwie National Geographic zobaczyłam pękatą teczkę, która nie domykała się na setkach umieszczonych w niej kartek.
- A co to? – zapytałam od niechcenia.
- Twoja nowa książka – usłyszałam. – Jest trzy razy większa od poprzednich.
Dopiero wtedy nagle zrozumiałam dlaczego pisanie zajęło mi tyle czasu. Mam nadzieję, że moje spostrzeżenia, wnioski, wynalazki i odkrycia przydadzą się także Wam. Życzę Wam cudownych podróży, podczas których odkrywa się nie tylko świat i ludzi, ale także samego siebie. I do zobaczenia na wędrownym szlaku!
Beata Pawlikowska
Hawana – Caracas – Mombasa – Bogota – Zanzibar 2007