Szalony Mick jest Anglikiem i jako jeden z wielu Europejczyków odkrył dziwną właściwość miasta Iquitos: kto przyjedzie tutaj raz, będzie marzył, by znów tu wrócić.
Kilka lat temu Mick przeszedł w Anglii na emeryturę, sprzedał dom, rozstał się z żoną i postanowił na stałe zamieszkać w Iquitos. To był dobry wybór. Mick jest panem w średnim wieku. Tutejsze młode dziewczyny idą za starszymi panami jak w dym.
Mick otworzył mały sklepik dla turystów w bocznej ścianie Żelaznego Domu. Pieniędzy na wynajęcie wystarczyło mu na same drzwi. Za wejściem ciągnie się ciasny, krótki korytarzyk, w którym od biedy mieści się półka z towarami i jedna osoba. Można tam kupić dwa wytarte egzemplarze książki o ayahuasce (muszą tam leżeć już od kilku dobrych lat, ale Mick uparcie nie chce obniżyć ceny), koszulki bawełniane, czapkę bejsbolówkę i parę innych drobiazgów, tak naprawdę niepotrzebnych nikomu. Ale nie chodzi przecież o to, żeby coś sprzedać. Mick urządził sobie własne miejsce na świecie, nad którym zawiesił szyld: Mad Mick’s Trading Post . Stawia stołek na chodniku pod szyldem (bo w środku nie ma miejsca), siada na nim z puszką piwa w ręce i siedzi. I patrzy. Bo przestał się dokądkolwiek śpieszyć.
Czasem myślę, że na tym właśnie polega p r a w d z i w e życie: przestać się śpieszyć. Nie musieć nigdzie być ani iść. Nie mieć nic do załatwienia. Niczym się nie stresować. Nie musieć spełniać niczyich oczekiwań.
Oddalić się od ludzi, od pracy, obowiązków. Zaznać całkowitego spokoju. Żyć w zgodzie ze sobą. Patrzeć w niebo i cieszyć się wolnością.
Wyjeżdżam do Amazonii. Mieszkam wśród Indian. Ale po jakimś czasie zaczynam czuć jakąś dziwną ochotę, coś mnie pcha, coś mnie ciągnie, niecierpliwie rozglądam się dookoła. Nie muszę się nigdzie śpieszyć, ale nagle chcę się śpieszyć! I odkrywam wtedy, że nieskrępowana niczym wolność jest wolnością tylko wtedy, kiedy można ją przeciwstawić czemuś wprost przeciwnemu!
Dlatego u r l o p jest urlopem, że przed nim i po nim następuje praca. A w a -
k a c j e są wakacjami tylko dlatego, że przed nimi i po nich trwa szkoła. Gdyby nie było szkoły, wakacje okazałyby się wielomiesięcznym zagubieniem. Czas by zwolnił. Ponieważ nie trzeba by robić n i c z e g o, nic nie byłoby nigdy zrobione. Nawet nie chciałoby się nam wyjeżdżać na wakacje, bo przecież skoro wakacje trwają wiecznie, to zawsze w podróż można wyjechać następnego dnia, prawda?
Ten, kto nie urodził się wolnym człowiekiem, nie będzie umiał żyć wolnością. My, biali ludzie motorowej cywilizacji, jesteśmy ludźmi pracy i obowiązków. Nasze marzenia o wolności wynikają z nadmiaru pracy i ciężaru obowiązków, ale ograniczają się do krótkiego odpoczynku, po którym ciągnie nas z powrotem. Rzadko który biały potrafi przestać być niewolnikiem systemu, w którymi się urodził i wychował. Nie umiemy naprawdę cieszyć się wolnością bez ograniczeń.
Potrafią to tylko Indianie i buddyjscy mnisi.
Nauczył się tego Szalony Mick.
Fragment ksiązki "Blondynka u szamana", wyd. National Geographic 2004