onet.pl PATRONAT
Wstęp do książki "Wyprawy na koniec świata"
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Książki

Powrót
Wstęp do książki "Wyprawy na koniec świata"

Lubię wyprawy w nieznane. Szczególnie jeżeli droga wiedzie do celu nieśpiesznie i stopniowo potęguje wrażenia. Tak wspominam podróż statkiem po Amazonce, podczas której leżałam spokojnie w hamaku oglądając przesuwający się przed moimi oczami krajobraz. Wtedy wpadłam na pomysł serii książek złożonych z opowiadań wielkich polskich podróżników.


Po powrocie do Polski skontaktowałam się z National Geographic. Zaprosiliśmy do współpracy znanych podróżników i odkrywców, czego efektem był pierwszy tom serii „Za horyzont”, który ukazał się w maju 2004 r. pod tytułem „Między niebem a piekłem” i zawierał opowieści o najpiękniejszych i najgorszych miejscach, do których podczas swoich podróży trafili nasi autorzy.
Tematem drugiego tomu są „Wyprawy na koniec świata”. Nie chciałam szczegółowo wyjaśniać o który koniec świata chodzi, mając nadzieję, że każdy z autorów zrozumie go po swojemu. I tak się właśnie stało.
I wcale nie zdziwiło mnie to, że nikt nie napisał o dotarciu do „Końca świata” – Fin del mundo, który w sensie dosłownym mieści się na południowym krańcu Argentyny. Nie powinno go jednak zabraknąć w tej książce.

W sierpniu 1519 r. Ferdynand Magellan wyruszył w kolejną wyprawę. Nie wiedział gdzie zakończy się ta podróż, bo kierowało nim tylko wewnętrzne przekonanie, że jeżeli popłynie na południe Ameryki, to znajdzie tam przesmyk łączący dwa oceany. Jedynym poparciem tego szalonego pomysłu była mapa zrobiona przez Martina Behaima, a znajdująca się w posiadaniu króla Portugalii. Z królem jednak Magellan miał na pieńku, nie mógł więc liczyć na jego pomoc. Zgłosił się na dwór cesarza Karola V, który poparł pomysł Magellana i dał mu flotę złożoną z pięciu statków z załogą liczącą w sumie 265 marynarzy. Kronikarzem wyprawy został Włoch Antonio Pigafetta, którzy szybko zauważył, że kapitanowie czterech pozostałych okrętów szczerze nie znoszą przywódcy wyprawy, a główną tego przyczyną jest prawdopodobnie to, że Magellan jest Portugalczykiem, podczas gdy jego załoga składa się głównie z Hiszpanów, Francuzów i Flamandczyków.

Okręty wypłynęły z Sewilli 10 sierpnia 1519 roku. Po krótkim postoju na Wyspach Kanaryjskich wyruszyły dalej na południowy zachód.
W połowie grudnia żeglarze wpłynęli do zatoki Rio de Janeiro. Kronikarz zanotował, że żyje tu tak dużo papug, że tubylcy oferują po dziesięć ptaków w zamian za jedno małe lusterko. Wbrew opinii załogi i kapitanów, Magellan uparł się, aby płynąć dalej na południe. Wkrótce znaleźli się przy brzegach zimnej i niegościnnej ziemi, zamieszkanej przez Indian Tehuelczów.
Było to plemię nomadów i myśliwych, którzy polowali na stada guanako i strusi. Nazywano ich Patagonas (Wielkie Stopy) z racji potężnej budowy. Stąd cała południowa część Argentyny nosi nazwę Patagonia. Przeciętny Indianin Tehuelcze mierzył podobno 186 cm wzrostu.
Kronikarz Antonio Pigafetta tak opisuje spotkanie z Tehuleczami: „Pewnego dnia stanął przed nami olbrzym. Był tak wielki, że sięgaliśmy mu głowami zaledwie do pasa. Miał szeroką, pomalowaną na czerwono twarz. Nosił ubranie starannie uszyte ze skór lokalnego zwierzęcia. Zwierzę to posiada głowę i uszy muła, ciało wielbłąda, nogi jelenia i ogon konia... Indianin miał też coś w rodzaju butów z tego samego materiału.”

Wkrótce na okrętach wybuchł bunt. Kapitanowi Mendozie ktoś w nocy poderżnął gardło, kapitan Quesada został ścięty w obecności czterdziestu zakutych w łańcuchy marynarzy. Następnie Ferdynand Magellan rozkazał dwóm statkom udać się w głąb przesmyku. Powróciły nie osiągnąwszy niczego.

Wtedy Magellan postanowił wyruszyć tam sam. Pod koniec października 1520 roku wpłynął do cieśniny, której nadał nazwę Wszystkich Świętych. Dziś na mapie jest oznaczona jako Cieśnina Magellana. Przez następne 38 dni płynął w nieznane, wśród lodowców i skał. Na ziemi rozciągającej się na południu często widział płonące ogniska, nazwał ją więc Ziemią Ognistą. I tak właśnie odkrył Koniec Świata.
W środę 28 listopada kronikarz zapisał: “wypłynęliśmy z cieśniny do Oceanu Spokojnego, gdzie przebywaliśmy przez trzy miesiące i 20 dni bez świeżych zapasów żywności. Jedliśmy tylko suchary, które ze starości rozpadły się na proszek, pełen larw i cuchnący tym, co pozostawiły w nim szczury pożerając ostatnie zapasy. Popijaliśmy to żółtą i śmierdzącą wodą.”

Oficjalny koniec świata znajduje się na Ziemi Ognistej, w miasteczku Ushuaia, które jest najdalej na południe wysunętym miastem świata i zaopatrzonym w stosowną tablicę z napisem Fin del mundo .

Każdy podróżnik jednak wie, że końców świata jest więcej i każdemu pewnie nie raz przytrafiło się utknąć w miejscu, z którego nie prowadziły już dalej żadne drogi. Bo koniec świata to miejsce, gdzie czas się zatrzymał, a życie płynie od wieków tak samo spokojnie i nie bacząc na galop współczesnej cywilizacji.

Wbrew pozorom takich miejsc na Ziemi jest wciąż wiele. Dowodem tego jest również ta książka, której autorzy opisali swoje końce świata odnalezione w wiosce w Mozambiku, na australijskiej pustyni, w mongolskim stepie, na Alasce, w dżungli albo wśród Eskimosów Labradoru.

I wciąż pozostaje wiele następnych końców świata do odkrycia. Być może ta książka zainspiruje Państwa do własnych poszukiwań i podróży. Szczęśliwej drogi!

Beata Pawlikowska
Tegucigalpa, kwiecień 2004
oraz
National Geographic Polska
Warszawa, maj 2004


Powrót